Czy szczęście to coś, z czym jedni się rodzą, a inni – niestety – nie?
Czy szczęście jest tajemniczą, niemal magiczną właściwością, która sprawia, że niektórym „wszystko się układa”, a inni ciągle trafiają pod górkę?
Przez lata wierzyliśmy, że szczęście to kwestia przypadku. Los, dar od wszechświata, dobra passa. Każdy z nas pragnie „łutu szczęścia w swoim życiu”, a jednak zdecydowana większość uważa, że zalicza się do grona „pechowców”, a nie szczęśliwych „wybranków losu”. Tylko czy faktycznie jest tak, że jedni z nas rodzą się „pod szczęśliwą gwiazdą”, a inni są z nieznanych przyczyn skazani na wieczne niepowodzenia?
Otóż szczęście wcale nie jest kwestią przypadku. Ludzie nie przychodzą na świat jako wybrańcy fortuny lub wieczni pechowcy. Badania psychologiczne pokazują, że szczęście nie jest darem – jest umiejętnością.
Jedną z książek, która w wyjątkowo klarowny sposób rozprawia się z mitem „szczęściarzy”, jest The Luck Factor autorstwa psychologa Richarda Wisemana.
Szczęście to nie magia, ale sposób działania
Wiseman przez wiele lat badał osoby, które same określały się jako wyjątkowo szczęśliwe lub wyjątkowo pechowe. Szukał odpowiedzi na pytanie: co tak naprawdę ich różni?
Wynik badań był zaskakujący – nie różnił ich los, ale zachowanie i sposób myślenia.
Szczęśliwi ludzie, wbrew temu, co powszechnie o nich sądzimy, nie mają „lepszego startu”, nie są chronieni przed problemami ani nie omijają ich trudne doświadczenia.
Różnica tkwi w tym, jak ci, którzy określają się jako „szczęściarze”, reagują na to, co im się w życiu przydarza.
Szczęśliwi widzą więcej
Jedną z kluczowych cech ludzi szczęśliwych jest otwartość. Są bardziej uważni, ciekawi świata i ludzi. Dzięki temu dostrzegają okazje, które inni pomijają.
Nie dlatego, że świat oferuje im więcej, ale dlatego, że nie są nadmiernie spięci, nie skupiają się obsesyjnie na jednym scenariuszu, pozwalają sobie na elastyczność i luz, a przy tym wszystkim są otwarci na innych ludzi.
Pech często nie wynika z braku szans, lecz z tego, że ich nie zauważamy.
Co to znaczy, że ci, których uważamy za szczęściarzy, są bardziej otwarci na życie, okazje i innych ludzi, a pechowcy – wręcz odwrotnie? Zespół Wisemana przeprowadził eksperyment, w którym wziął udział mężczyzna, który uważał się za wyjątkowo szczęśliwą osobę, oraz kobieta – notoryczna pechowiczka, której często przydarzały się nieszczęścia.
Każda z tych osób została zaproszona do kawiarni. Przed wejściem do kawiarni, w pobliżu kosza na śmieci, został umieszczony banknot. W kawiarni zaś na każdego z uczestników czekało tylko jedno miejsce obok „podstawionej” osoby.
Mężczyzna, który uważał się za szczęściarza, wchodząc do kawiarni, dostrzegł leżący przy śmietniku banknot i zabrał go ze sobą. W kawiarni zajął miejsce obok „podstawionej” osoby i bardzo szybko rozpoczął z nią rozmowę. W efekcie ów „nieznajomy” zapłacił za kawę „szczęściarza”.
Kobieta uważająca się za osobę pechową, wchodząc do kawiarni, nie zauważyła banknotu. Wewnątrz zajęła miejsce obok „podstawionej” osoby, ale nie nawiązała z nią żadnego kontaktu. Wręcz przeciwnie – była zamknięta w sobie, ponura, unikała kontaktu wzrokowego. Po fakcie okazało się, że zirytował ją fakt, iż w kawiarni było tylko jedno miejsce i że musiała dzielić swoją przestrzeń z nieznajomym.
W efekcie oceniła wyjście do kawiarni jako niezbyt udane i – rzecz jasna – „nie poszczęściło” jej się, ponieważ sama musiała zapłacić za zamówioną kawę. Ta sytuacja pokazuje, że „szczęście” w dużej mierze zależy od naszego nastawienia i usposobienia.
Intuicja jako wewnętrzny kompas
Szczęśliwi ludzie częściej ufają swojej intuicji. Nie oznacza to, że działają ślepo czy bezmyślnie – raczej mają umiejętność słuchania subtelnych sygnałów, które wysyła ciało i emocje.
Gdy jesteśmy w ciągłym stresie, analizie i napięciu – intuicja milknie. Szczęśliwi potrafią się zatrzymać, sprawdzić, co czują, i pozwolić sobie na decyzje, które nie zawsze są „idealnie logiczne”, ale są zgodne z nimi samymi.
Badani przez Wisemana „szczęściarze” mówili, że nie wiedzą, „czemu tak zrobili”, że kierował nimi impuls.
Oczekiwania tworzą rzeczywistość
To, czego się spodziewamy, ma ogromny wpływ na to, co się wydarza.
Osoby, które wierzą, że spotka je coś dobrego, są bardziej otwarte na ludzi, częściej podejmują próby i budzą większą sympatię.
Nie dlatego, że „przyciągają szczęście”, ale dlatego, że zachowują się tak, jakby było ono możliwe.
Pechowcy zazwyczaj spodziewają się porażki – a to sprawia, że nieświadomie ją prowokują lub zamykają się w sobie i nie podejmują prób sięgnięcia po to, czego pragną, ani prób otwarcia się na innych ludzi. Po co mieliby to robić, skoro są przekonani, że w ich życiu nic dobrego się nie wydarzy?
Nawet trudne doświadczenia mogą stać się „szczęśliwe”
Jednym z najbardziej poruszających wniosków Wisemana jest to, że szczęśliwi ludzie inaczej interpretują przeszłość.
Gdy wydarzy się coś złego, szybciej odnajdują sens, widzą, czego się nauczyli, i potrafią powiedzieć:
„to było trudne, ale coś mi dało”.
Nie chodzi o wypieranie bólu, lecz o elastyczność psychiczną. O umiejętność powrotu do równowagi. O opisywanie przeszłości nie w kategoriach porażek, które – choć wydarzyły się w przeszłości – nadal niosą rozgoryczenie i ból, lecz o traktowanie takich doświadczeń jako lekcji, z których można wyciągnąć konstruktywne wnioski na przyszłość.
Szczęście można trenować
Najważniejsza wiadomość? Szczęście nie jest stałe. Można je rozwijać.
Poprzez zmianę sposobu myślenia, większą uważność na codzienność, pracę z przekonaniami, praktykowanie wdzięczności, otwartość na ludzi i nowe doświadczenia – czyli poprzez pracę z mindsetem.
Bo szczęście to nie brak problemów ani same wygrane losy na loterii, lecz zdolność radzenia sobie z tym, co nam się przydarza. To sięganie po okazje, które pojawiają się na naszej drodze. To podejmowanie kolejnych prób.
Na koniec
Rezultaty badań psychologicznych, choć odzierają szczęście z magii i niezwykłości, są niezwykle optymistyczne.
Bo jeśli szczęście jest umiejętnością – to każdy z nas może się jej nauczyć. I każdy z nas może być „szczęściarzem”. Wystarczy zmienić mindset.
